Ludzie powinni jak najwięcej śpiewać – Kasia Chodoń

Rozmowa z Kasią Chodoń, członkinią zespołu Strojone, który występował na koncercie Folkowiska „Babskie granie” z KGW Krowica Sama

Zapraszamy na: www.facebook.com/Kulturajestbaba

Projekt realizowany w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

strojone-fot

Możesz nam krótko opowiedzieć, czym się zajmujecie?

Zespół, w którym śpiewam, Strojone, jest to grupa sześciu dziewczyn, które śpiewają a capella tradycyjne pieśni polskie i ogólnie słowiańskie. Znamy źródła i kontekst, w jakim były śpiewane, wiemy, co oznaczają, jednakże nie odtwarzamy ich tak bardzo wiernie – aranżujemy je na nasz sposób.

Jesteście bardzo młode. Co was skłoniło, żeby zajmować się starym, dawnym sposobem śpiewania?

Chodzi Ci o nasz wiek? O to, że nie jesteśmy z koła gospodyń wiejskich?  Myślę, że każda z nas w jakiś sposób w przeszłości miała do czynienia z tą kulturą. Ja na przykład zaczęłam swoją przygodę z muzyką tradycyjną stosunkowo niedawno, jakieś 4 lata temu. Po prostu stwierdziłam, że jest to gatunek muzyczny, w którym bardzo dobrze się czuję i który pomaga mi się dalej rozwijać. Myślę, że to jest kluczowe. Każda z nas jest też z innego środowiska, więc nie jest tak, że od kołyski mama czy babcia nam śpiewały. U mnie mało się śpiewało, ale zawsze uważałam, że jest to coś bliskiego memu sercu. Kiedy zaczęłam śpiewać tradycyjne pieśni, to okazało się, że właśnie w tym czuję się najpewniej.

 

Film z dziewczynami ze Strojonych

Nie wolałybyście tworzyć bardziej popularnej muzyki, która np. lepiej się sprzedaje?

Uważam, że to jest popularna muzyka. Kwestią jest tylko przekazanie jej ludziom. Myślę, że jeśli robimy to prawdziwie, to znajdziemy odbiorców. Nie tworzymy nic kompletnie nowego, to wszystko już było, wszystko w nas siedzi i my pokazujemy ludziom, że to jest zdatne do jedzenia.

Jak to się stało, że się spotkałyście, że powstał taki zespół?

Spotkałyśmy się w Piwnicy Śpiewu Tradycyjnego. Jest to grupa, która działa bez przerwy od kilkunastu lat. Nie ma prowadzących, jakiegoś szefa, ale zawsze znajdzie się jedna osoba, która organizuje spotkania. Dobierają sobie repertuar kompletnie luźno, jednak ściśle związany z muzyką tradycyjną. PŚT skupia osoby zarówno zgłębiające swoją wiedzę na temat tradycji, jak i te, które po prostu przychodzą sobie pośpiewać. Jako Strojone dalej mamy kontakt z PŚT, jednak wyodrębniłyśmy się po to, żeby skupić się konkretnie na rozwoju, stronie wokalnej i technicznej. Możliwość śpiewania w 6 osób w regularnych odstępach czasu pozwoliła nam dograć się. Wiemy już, kto ma jakie możliwości, gdzie musimy się uzupełnić, nakręcamy się nawzajem. Przede wszystkim pracujemy, tworzymy już prawdziwy zespół, który ku czemuś dąży.

kasia chodon

Czy śpiewanie jest kobiece?

Oczywiście, tak samo jak męskie. Wydaje mi się, że śpiewanie jest ludzkie.

Czyli nie ma tu podziału na płeć?

Nie, ludzie powinni jak najczęściej śpiewać, bo jest to najlepszy sposób na przekazywanie swoich emocji.

Trudno Cię uznać za kogoś, kto ubiera się i wygląda w tradycyjny sposób.

Tak jak mówiłam, nie jesteśmy grupą odtwórczą, nie jesteśmy rekonstruktorkami. Owszem, zdarza się tak, że śpiewamy w różnych składach, nie ograniczamy się tylko do Strojonych i wtedy przebieramy się w stroje ludowe. Ostatnio byłam w Żywiecczyźnie, gdzie odtwarzają folklor żywiecki. Tam mówią, że oni się ubierają, nie przebierają. U mnie jednak jest tak, że nie mam miejsca, z którym mogłabym powiedzieć, że utożsamiam się na 100 procent, gdzie z dziada pradziada mieszkałaby moja rodzina. To, w jaki sposób wyglądam wynika z tego, jaka jestem. Tak samo jak to, w jaki sposób śpiewam. Ludzie, którzy mnie spotkają, nie są tym zdziwieni. Po prostu to ze mnie wychodzi samo.

Czy jest jakiś region w Polsce, czy w ogóle na Słowiańszczyźnie, z którego pieśni są Ci najbliższe?

Chyba Rzeszowszczyzna, bo tam, w Leżajsku, się urodziłam. Dużo bardziej wolę śpiewać polskie pieśni, bo przede wszystkim to je rozumiem najlepiej. Owszem są takie, które mniej do mnie trafiają ze względu na zbyt obcy mi dialekt, np. pieśni góralskie, śląskie czy z kurpiowskie, ale jeśli nadarzy się okazja, to chętnie je zaśpiewam. Kwestia „wkucia ich na pamięć”. Bardzo długo mieszkałam w Lubaczowie na Podkarpaciu, więc i z tym regionem czuję lekkie powinowactwo. Tym bardziej, że ostatnio spotkałam tam Monikę i Tomka Jezuitów z Zespołu Pieśni i Tańca „Kresy”. Rok temu odtworzyli oni strój lubaczowski. Dla mnie było to coś niesamowitego, bo wydawało mi się, że ten region to taka pusta plama na mapie polskiego folkloru. A tu nagle okazuje się, że jednak nie i że znaleźli się ludzie, którzy go odkopali i pokazali światu. Stroje lubaczowskie można zobaczyć obecnie w Muzeum Kresów w Lubaczowie.

babskie granie (1)

Co jest najtrudniejsze w białym śpiewie?

To nie jest trudne. To jest naturalne, trzeba się otworzyć. Śpiew biały to według mnie coś najbardziej bliskiego człowiekowi. To druga rzecz po mowie, którą człowiek umie. Tylko że my w wyniku tego, że słuchamy radio, oglądamy telewizję, ciągle mamy słuchawki na uszach, po prostu przestajemy w ogóle czasem mówić. Słyszeliście, jak mówią młodzi ludzie? Jak chłopcy opowiadają sobie o spotkaniach z dziewczynami? Nie ma czasem szans, żeby ich zrozumieć, bo mówią tak niewyraźnie.

A kiedyś przecież śpiew wynikał z tego, że ludzie do siebie bardzo głośno mówili, krzyczeli do siebie przez pola i prawidłowa emisja była nieodłączna. Do śpiewu było jedno pstryknięcie i momentalnie wszyscy się bawili. Trzeba to pojąć – tu chodzi o to, żeby być jak najszczerszym.

Czy dużo jest mężczyzn, którzy śpiewają białym głosem? Czy Ty spotkałaś takich?

Tak, spotykam mężczyzn, którzy śpiewają, nawet całkiem przyjemnie, ale rzeczywiście w większej mierze robią to dziewczyny. Myślę, że faceci mają naturalnie lepszą emisję, ale czasami wydaję mi się, że się wstydzą wydobyć z siebie swój głos. Wiadomo, niektórzy faktycznie nie potrafią śpiewać, ale najczęściej spotykam facetów, którzy się wstydzą. Znam też takich, którzy gdy zaczynają śpiewać, to człowiek myśli sobie: „Śpiewaj dalej! Możesz mi tak śpiewać do końca życia!”.

W zespole rozumiecie się? Na pewno coś was łączy.

Jest to styl, który czuje się po prostu. Każda z nas trochę inaczej podchodzi do śpiewu i każda z nas śpiewa inaczej – każdą można rozpoznać po głosie. To, że mamy różne stopnie otwarcia pomaga nam. Wydaje mi się, że śpiewanie białe polega na naśladowaniu. Tego nikt cię nie nauczy, musisz usłyszeć kogoś, kto najbardziej do ciebie przemawia swoim śpiewem i go naśladować. Nie zmienisz barwy głosu, ale próbując w ten sposób śpiewać, odnajdziesz swoją barwę. Uwielbiam, gdy widzę, jak dziewczyny same się odkrywają, czują się coraz pewniej w swoim głosie. Uwielbiam ciemny głos Agnieszki, krzykliwy, rozdziawiony Moniki. To jest interesujące do posłuchania, bo jest nas 6 i umiemy świetnie zaśpiewać unisono, a gdy każda z nas śpiewa oddzielnie, to nie dość, że słychać trochę region, z którego pochodzimy, to słychać dodatkowo barwę głosu, która kiedyś miała jakąś funkcję. Dobierano dziewczyny – ta śpiewała pieśni pogrzebowe, ta weselne, ta przyśpiewki.